Błędy komunikacyjne, bo o nich tu mowa uniemożliwiają trwałą i skuteczną wychowawczo więź z dzieckiem. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że w walce tej, jaką jest wychowanie ktoś musi zwyciężyć a ktoś przegrać, ponieść porażkę. Jak już wcześniej wspomniałam to rodzic używając najczęściej swojego "autorytetu" wygrywa, wymagając od dziecka aby zachowywało się w określony sposób. Posługując się konkretnymi środkami (stanowiącymi jego fałszywy, krótkotrwały i płytki autorytet) np. wstrzymując kieszonkowe, zarządzając areszt domowy, zakazując siedzenia przed komputerem wymuszają na dziecku posłuszeństwo. Dziecko w miarę dorastania staje się jednak coraz bardziej samodzielne, niedługo samo będzie mogło w pełni decydować, czy i ile siedzi przed komputerem itd. Autorytet w tym momencie znika i pozostawia po sobie niesmak związany wręcz z "psychiczną przemocą" a nie konstruktywnym rozwiązywaniem problemów. Dużo bardziej dobra w znaczeniu wychowawczym i rozwojowym jest metoda "bez porażek" Thomas'a Gordon'a. Przedstawia on dziecko, jako silną, samodzielną osobowość z prawem do własnego zdania. Autor podkreśla również, że dziecko powinno być w pełni odpowiedzialne za samodzielne rozwiązywanie konfliktów. Thomas Gordon przedstawiając swoją metodę "bez porażek" skupia się na kilku niezbędnych elementach relacji dziecko-rodzic.

Podstawą wszystkich stosunków i relacji międzyludzkich jest komunikowanie się, często w celu porozumienia. Wymaga ono świadomej kontroli tego, co i jak przekazujemy, oraz sprawdzenia, jak nasz komunikat jest rozumiany przez odbiorcę. Rozwiązywanie konfliktów dzięki wzajemnemu porozumiewaniu się przenosi ciężar odpowiedzialności na obie strony i nie narzuca rozwiązań. Układ rodzic-dziecko, aby był zdrowy i przynosił "dobre owoce" musi angażować obie strony w rozwiązywanie nieporozumień. I rodzice i dzieci powinni być wobec siebie szczerzy i zdobyć się na to, aby wyrażać swoje uczucia. Rodzice nie zyskają wiele zaufania i autorytetu poświęcając się stale dziecku i będąc wciąż władczymi, niezniszczalnymi. Każdy człowiek, w tym rodzic i dziecko mają prawo realizować własne potrzeby, być zmęczonym, zdenerwowanym, smutnym, mają też prawo do odpoczynku, rozrywki, mają również swoje obowiązki.

Ważnym elementem wychowawczym jest akceptacja własnych dzieci przez rodziców mimo wad, a nie dzięki zaletom i uzdolnieniom. Niektórym jednak ciężko jest osiągnąć taką akceptację, ponieważ nie akceptują oni samych siebie. A wiemy, że aby lubić, kochać, akceptować kogoś, trzeba w taki sam sposób odnosić się do samych siebie. Nie należy udawać wobec dziecka swych uczuć, czy też silić się na zachowania niezgodne z naszymi wewnętrznymi uczuciami, czy systemem wartości. Więc jeśli jako rodzice nie akceptujemy wewnętrznie zachowania swojego dziecka a mimo to oficjalnie mu prezentujemy postawę aprobującą, dziecko gubi się, ponieważ otrzymuje sprzeczne ze sobą, mieszane komunikaty. Jest to zwykłe wprowadzanie dziecka w niepewność. Fałszywa akceptacja to brak prawdziwej, konstruktywnej komunikacji a jej wynikiem jest brak zaufania dziecka do rodzica. Można tu przytoczyć prosty przykład: mama bawi się z dzieckiem, bo ono ją o to prosi, ale tak naprawdę jest okropnie zmęczona i najchętniej położyłaby się na chwilkę. Człowiek w relacji z drugim człowiekiem nie powinien udawać czegoś, czego nie czuje. Wspomniałam wcześniej o akceptacji, ponieważ jest ona bardzo ważna w życiu każdego człowieka. Brak prawdziwej akceptacji stanowi jedną z największych barier komunikacyjnych. Pamiętać jednak należy, że brak akceptacji zachowania dziecka jest dla niego równoznaczne z brakiem akceptacji jego osoby. Jest to kolejna ważna przeszkoda w prawidłowej komunikacji interpersonalnej. Dzieci często stają się takimi, jak wmawiają im rodzice. Prawdziwa i pełna akceptacja pomaga i umożliwia drugiemu człowiekowi rozwój i dalsze przemiany. Brak akceptacji zamyka drzwi do zmian na lepsze i blokuje proces budowania poczucia własnej wartości. Prawdziwym aktem miłości do dziecka jest przyjąć go takim, "jakim jest". Taką akceptację musimy dziecku okazywać, tak, aby stała się skutecznym środkiem wpływu.

Komunikacja z dziećmi powinna wywierać działanie terapeutyczne, pomagać w wyrażaniu własnych uczuć, rozwijać poczucie własnej wartości. Akceptację dziecku możemy okazać słownie lub poprzez pozostawienie dziecku "wolnej ręki" w podejmowaniu pewnych decyzji, czy zadań. Wtrącanie się, poprawianie dziecka stanowi dla niego jasny komunikat: robisz źle, to nie tak, jesteś beznadziejny. Podczas gdy każdy człowiek a więc również dziecko ma prawo do samodzielnej egzystencji. Rodzice stają się często egoistami ustanawiając wychowanie i obraz własnych dzieci, jako wizytówkę samych siebie. Tym samym nie przyznają dziecku prawa do samodzielności.

Kolejną barierą komunikacyjną jest brak czasu na aktywne wysłuchanie dziecka. Należy pozwolić dziecku wypowiedzieć się do końca, pobudzając je od czasu do czasu wysyłaniem informacji zwrotnej, która zawiera w sobie nasze rozumienie słów dziecka. Warto się tak nauczyć reagować i rozmawiać z dzieckiem, aby nasze wypowiedzi nie zawierały żadnych osobistych sądów, myśli czy odczuć. Ważnym elementem komunikacji jest zachęcanie rozmówcy przez proste "hm", "interesujące" itp. To pomaga drugiej osobie otworzyć się, bo wyraża szacunek i akceptację dla rozmówcy. Trzeba jednak chcieć słuchać, mieć czas dla dziecka, akceptować je i jego uczucia, mieć zaufanie do dziecka, że samo odnajdzie drogę do rozwiązania swoich problemów. W końcu trzeba też sobie uświadomić, że dziecko to odrębna istota a nie część nas samych. Jako aktywny i czynny słuchacz należy również wysyłać do rozmówcy zwrotną wiadomość, która potwierdzi lub nie jego intencje. Zwrotna wiadomość to nic innego jak formułowanie własnego zrozumienia wypowiedzi nadawcy. Nie powinna ona zawierać sądów, opinii, rady, argumentów, pytań, czy analiz. Aktywne słuchane polega na zrozumieniu i wczuciu się w przeżycia drugiej osoby. Rozmowa z dzieckiem ma często charakter "rozwijania kłębka". Okazuje się, bowiem, że prawdziwy problem jest na samym końcu sznurka i tylko rozmowa, gdzie słuchacz jest aktywny, wyjawi nam prawdziwe rozterki nadawcy. Często dziecko opowiadając o swoim problemie dochodzi samo do wniosku, w jaki sposób powinno rozwiązać swój problem.

Barierę komunikacyjną stanowią także "wypowiedzi TY", np. Ty robisz to źle, to twoja wina, tobie nie można ufać itp. Ważnym elementem naszych rozmów z dziećmi są "wypowiedzi JA". Komunikujemy w nich nasze odczucia, emocje i przeżycia. Dziecko nie czuje się wtedy źle i nie "traci twarzy". Wypowiedzi JA (np. to boli mamę, jak kopiesz ją po brzuchu; mama nie chce się bawić; nie mogę założyć ci bucików, jak tak się wiercisz; nie chcę abyś szarpała moją nową bluzkę) pomagają rozwijać się dziecku oraz pomagają też przejąć odpowiedzialność za własne zachowanie.

Konflikty między rodzicami a dziećmi są nieuniknione. Ważne jest jednak to, czy ich rozwiązywanie zaowocuje uczuciami negatywnymi, czy też wzmocni zażyłość między członkami rodziny.

Głównym problemem współczesnych rodziców i dzieci jest rozpatrywanie konfliktów w perspektywie "zwycięstwa i porażki". Można się domyśleć, że jedna strona konfliktu przegrywa a druga wygrywa. I co ciekawe nie jest ważne kto wygrywa: dziecko, czy rodzic, ponieważ oba te rozwiązania są z założenia złe. Do tej pory w relacjach rodzic-dziecko pokutuje system nagród i kar. I za każdym razem rodzice na pewnym etapie wychowania zderzają się boleśnie z rzeczywistością, gdy dzieci stając się coraz bardziej samodzielne, niezależne lekceważą władzę rodzica. Można więc powiedzieć, że rodzice tracą autorytet oparty na władzy. Poza tym użycie władzy jako argumentów w osiągnięciu własnych celów budzi w dziecku bunt, negację, ucieczkę, kłamstwa. Od pokoleń dzieci buntują się przeciw autorytetowi i władzy dorosłych. Dzieci podobnie jak dorośli wolą same decydować o swoim zachowaniu i gdy czują, że nie odpowiada ono rodzicom mogą z własnej woli je zmienić a nie w odpowiedzi na ojcowskie, czy matczyne "nie wolno, nie zgadzam się". Rodzice używając władzy ograniczają w ten sposób swój wpływ na własne dzieci, ponieważ władza wyzwala bunt i opór.

Na szczęście konflikty można rozwiązać bez porażek. Obie strony wygrywają, ponieważ rozwiązanie jest zadowalające dla wszystkich. Konflikty rozwiązywane wspólnie silniej motywują dzieci do przestrzegania ustalonych zasad, niż przestrzeganie reguł narzuconych. Dzieci mają poczucie, że wspólnie ustalone rozwiązanie jest przecież też ich własnym rozwiązaniem. Dziecko czuje również wtedy, że rodzic ma do niego zaufanie. Metoda wspólnego rozwiązywania konfliktów rozwija też sprawność myślenia u dzieci, nie wymaga też wielu wzmocnień i przekonywania, nie ma konieczności stosowania siły. W tym wypadku rodzice i dzieci nie walczą przeciw sobie, zamiast tego współpracują ze sobą nad wykonaniem wspólnego zadanie, jakim jest rozwiązanie konfliktu. Postawa rodziców stanowi postawę respektu wobec potrzeb dziecka. Nie ma pokonanych: obie strony wygrywają! Dzieci są i czują się traktowane jak dorośli. Rodzice często jednak rezygnują z tej metody ponieważ obawiają się zmian i odrzucenia "starych, dobrych metod:. Czasami myślą, że zastosowana metoda "bez porażek" przedstawi ich w oczach dzieci jako słabych. Kolejny zarzut jaki pada z ust rodziców to, że metoda ta wymaga zbyt dużo czasu. Poza tym rodzice są przekonani o ich niezbywalnym prawie do używania siły.

Metodę rozwiązywania konfliktów i nieporozumień bez porażek można podzielić na sześć etapów:

1. rozpoznać i nazwać konflikt, wyraźnie pokazać, że chcemy aby dzieci wraz z nami podjęły poszukiwanie wyjścia, które byłoby akceptowane przez obydwie strony

2. rozwinąć możliwości rozwiązań, dzieci mogą podać jako pierwsze swoje rozwiązania, rodzice ich nie oceniają

3. wspólnie krytycznie ocenić propozycje rozwiązań

4. zdecydować się na jak najlepsze rozwiązanie

5. wykonać powziętą decyzję

6. ocena krytyczna powziętych decyzji

Metoda ta wymaga współdziałania a więc warunkiem jej powodzenia jest efektywna komunikacja interpersonalna. Istotnym elementem jest tu aktywne słuchanie rozmówcy, zrozumienie przeżyć i uczuć swoich dzieci. Powzięte decyzje powinny mimo ustępstw obu stron zadowolić je obie. Zaakceptować należy również fakt, iż każde z rodziców uczestniczy w rozwiązywaniu konfliktów bez porażek, jako "działające niezależnie". Niektóre, bowiem rozwiązania konfliktów mogą być dla matki nie do przyjęcia a dla ojca całkiem rozsądne, więc konflikt między dzieckiem a ojcem powinni oni rozwiązać sami. Jednak kluczem do opanowania konfliktów bez porażek jest zasada przepracowania istniejących różnic tak długo, aż osiągnie się rozwiązanie możliwe do przyjęcia przez wszystkich. W przypadku tej metody trzeba być również konsekwentnym, nie wracać do starych metod, ponieważ dzieci będą się czuły zdezorientowane. Dzięki tej metodzie rodzice budują swój prawdziwy autorytet. Jeśli rodzicom zależy na określonym zachowaniu swych dzieci sami powinni swoim zachowaniem dawać im przykład. Istotnym elementem jest również akceptacja nie tylko dziecka, ale również samego siebie. Rodzicom akceptującym samych siebie, mającym poczucie własnej wartości łatwiej jest akceptować zachowania i drogi życiowe własnych dzieci.

źródło http://www.edukacja.edux.pl/